Wygraj magazyn "Maszkety" KONKURS

14:00:00

Magazyn "Maszkety", czyli wspólne dzieło śląskich blogerek (dla którego mam przyjemność pisać) przygotował specjalny konkurs. Do wygrania jest unikalny pierwszy numer "Maszketów", który udało nam się wydrukować dzięki dotacji uzyskanej z Urzędu Miasta w Chorzowie. Uwaga! Nie dostaniecie go w sklepie, watro więc powalczyć ;)



Zadanie konkursowe jest bardzo proste: Opisz swoją największą wpadkę kuchenną.
Opis ma być zabawny i krótki – maksymalnie 300 znaków bez spacji.

Odpowiedzi możecie zamieszczać pod tym postem, do 9.11.2014. Po tym czasie wybrana zostanie osoba, która otrzyma od nas egzemplarz magazynu.
Nagrodę wysyłamy wyłącznie na terenie Polski!

Zapraszam do wspólnej zabawy i czytania magazynu!

Drugi, jesienny numer magazynu, można przeczytać w internecieZachęcam też do śledzenia profilu "Maszketów" na Facebooku!

You Might Also Like

5 komentarze

  1. Pośpiech jest złym doradcą. Przekonałam się o tym kilka tygodni temu gdy urządzałam imprezę dla znajomych. W kuchni gwarno i skwarno, tu dochodzą na patelni krokiety, w piekarniku siedzi pieczeń, w międzyczasie dekoruję przystawki. Przydałaby się trzecia ręka i kilka dodatkowych palników - no i oczywiście większa kuchnia.
    Z braku miejsca na ladzie i kuchence gazowej, zestawiłam barszcz czerwony na ziemię, w pośpiechu zapomniałam go przykryć. Wykańczałam już deskę pasztetów i pieczeni, chciałam sięgnąć do lodówki po żurawinę, dałam kroczek z półobrotem i pluusssk... Moja noga odziana w kremowy kapcioszek wylądowała w garnku z barszczem wychlapując go na niemal całą podłogę.
    Krokiety były solo, bez barszczu. Ale i tak imprezka jak zwykle się udała. Bo przecież towarzystwo i atmosfera, którą podgrzała moja historia o kapciu i barszczu są najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No! To mnie rozbawiło w ten chłodny, chorowity wieczór :D Dzięki!

      Usuń
  2. "Kto chce żurku?" - zapytałam moich gości w czasie mikołajkowego wieczorku. Ręce poszły w górę, a ja do kuchni grzać żurek.Moja kuchnia jest oddzielona od salonu tylko ścianą, nie ma drzwi. Połowa gości swobodnie mogła podglądać moje wyczyny kuchenne. Mieszałam w garze pełnym parującej zupy, ale jej smak wciąż mnie nie zadawalał. Zawołałam męża:"Tomeeek, chodź tu!". Salon pękal od śmiechu i gwaru gości, nikt nie zwracał na nas uwagi. Goście przekrzykiwali się w opowiadaniu zabawnych historyjek. "Czego tej zupie jeszcze brakuje?"-zapytałam męża-"Czosnku więcej, majeranku?" I właśnie wtedy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki historyjki wyczerpały się i zapadła kompletna, niczym niezmącona cisza..., w której goście tylko usłyszeli głos odpowiadającego mi męża..."Dooobra, zjedzą!"

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze mówiąc nie lubię opowiadać o mojej największej wpadce, ale skoro mamy konkurs z taką świetną nagrodą...to czemu nie :)
    A więc...było to dawno dawno temu, jeszcze na początku mojej przygody z gotowaniem. Trzeba było zrobić coś szybkiego na obiad. Postanowiłam usmażyć placki z kurczaka. Wszystko było super, dopóki ich nie spróbowałam...Okazało się, że pomyliłam pojemnik z mąką ziemniaczaną z pojemnikiem, w którym był cukier puder... Placki oczywiście nie zostały zjedzone, a ja przekonałam się, że pośpiech nie jest dobrym doradcą w kuchni :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Na początku kariery w kuchni przygotowałam tort biszkoptowy. Przeczytałam, że warto dodać do ciasta nieco kisielu. Dałam go za dużo, o czym przekonałam się krojąc tort na urodzinach u przyszłych teściów. Zjedzenie go było naprawdę wyzwaniem, jednak teściowie zjedli całe kawałki. Ich pies nawet nie chciał ruszyć biszkoptu, wylizał samą śmietanę ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz!
Anonimowy użytkowniku, zostaw proszę swoje imię lub nick - będzie mi miło wiedzieć, z kim mam do czynienia :)

myTaste.pl

Jestem na

Durszlak.pl

Polub na Facebooku

Obserwatorzy